— Jeszcze nie czas, owoc nie dojrzał — rzekł. — Królowi staremu nie dosyć dokuczyła kochanka, mało się o nią troszczy. Trzeba czekać aż poczuje, że mu zawadza i młodej królowej serce męża odbiera.
— Ale nie dawajcież się zrazić i odbić — przerwał Weneta — bo ją wam pochwyci kto inny.
— Oto się nie ma co obawiać — rzekł Dudycz. — Mówiłem wam, upartym jestem. Tymczasem staram się sobie Włoszkę podarkami pozyskać.
— Przyjmuje ona je?
— Umiałem prawie gwałtem narzucić — uśmiechnął się Dudycz — ale toż takie były zaprawdę, żeby i królewnie żal było je odtrącić, kosztowały też niemało.
— Nie żałujcie na to — dodał Włoch. — Opłaci się później.
Po chwili kupiec znowu rozpoczął badanie.
— Cóż na jutro się zapowiada?
— Jutro młodej królowej składać będą podarki wszyscy — rzekł Dudycz — no... i nareście młode małżeństwo z sobą się połączy. Dano dziś słusznie spocząć królowej młodej, bo wczoraj strasznie się wydawała umęczoną.
— Ale nie chorowała? — zapytał Włoch, niespokojnie oczy wlepiając w Petrka.