Gamrat nie odpowiedział nic, lecz nie dał znaku przyzwolenia. Słuchał zimny i znużony.
Bona mówić nie przestawała.
— Cesarz — ciągnęła dalej — ma zbyt wiele do czynienia w cesarstwie, aby się zbyt pilno dowiadywał, co się u nas dzieje. Listów potajemnych od niej nie dopuścimy.
Gorzej będzie z ojcem, jest bliżej, a od niego zależy los Izabelli!
A! trzeba mi było tego, ażeby sprawa jednego dziecka z drugiego losem była w przeciwieństwie!
Izabellę i jej dziecię ratując, musiałabym Augusta stracić. Nie! nie!
— Mamy Turcyą za sobą — rzekł Gamrat — zyszczemy może króla francuzkiego. Bądź co bądź, poganin jest z nami. Kolą nam tem oczy, że z nim się tajemnie znosimy.
Oburzyła się królowa tym zarzutem.
— Głupi tylko ludzie mogą mi to mieć za złe — wykrzyknęła. — W polityce nie ma pogan ani chrześcian, są tylko sprzymierzeńcy i wrogowie!
Gamrat zdawał się być tegoż samego zdania, bo nie zaprzeczał.