— Rozumiem — rzekł — i życzę powodzenia. Bardzobyście się tu przydali, ale do kogóż macie listy polecające?

Włochowi oczy wesoło się uśmiechały.

— Do wszystkich — odparł — do króla starego, do młodego, do biskupa Samuela, do hetmana, do pana Bonera.

Do wszystkich — powtórzył — oprócz do królowej Bony, bo do tej pisać było próżno.

Zamyślił się mocno Petrek.

— Życzę aby się wam powiodło — odparł — ale nie wiem zpełna, jak potraficie ciężkiego dokonać dzieła.

— Starać się będę — rzekł Włoch z pewnością jakąś. — Królowa stara Włoszką jest, ja też Włochem, jedną bronią walczyć z nią potrafię.

Dudycz milczał.

— Macie więc wiedzieć — dodał kupiec — iż na teraz, kupcem już wcale nie jestem, ale posłem króla ojca i zowię się, do usług waszych, Giovanni Marsupin.

To mówiąc pokłonił się nizko.