Napróżno usiłowała Bona króla nawrócić na swe obawy — Zygmunt słuchać nie chciał.
Marsupin siedział uparcie i ani myślał się ruszać z Krakowa; wypędzić go nie było podobna, a pobyt ten do najwyższego stopnia gniewał i niecierpliwił królowę.
Mówiła tylko o nim, nie myślała tylko o środkach pozbycia się.
— On tu wszystkie kłamstwa i potwarze pozbiera i będą nam niemi wykalać oczy.
Szpiegi nasadzone chodziły krok w krok za Włochem; donoszono, że przesiadywał to u Bonerów, to u Decyuszów, to u biskupa Samuela, to u Andrzeja z Górki.
Kilka razy spróbował przebojem do królowej Elżbiety się wcisnąć — Opaliński mu drzwi zamknął. Znajdował zawsze mniej więcej słuszną wymówkę, dla której teraz się z królową widzieć nie było można.
Marsupin dopytywał kiedy mu to będzie dozwolonem.
Marszałek ubolewał, że czasu nie mógł oznaczyć. Z jednej strony opór, z drugiej naleganie nie ustawały z równą wytrzymałością.
— Mam czas — mówił kłaniając się Marsupin — będę czekał aż się z królową rozmówić mi będzie wolno. Nie wyjadę przecie inaczej.
Gdy się to działo, dnia jednego nadbiegł zatrważający goniec z listami od królowej Izabelli. Błagała ona matkę, aby korzystając ze stosunków z królem Ferdynandem, starała się opiekę jego i pomoc uzyskać dla wdowy i sieroty.