Rumieniec oblał dziecinną twarzyczkę młodej królowej; król mógł dostrzedz, gdy go pozdrawiała, drżenie i wzruszenie. Podniosła ku niemu oczy.
— W. K. Mość wyjeżdża? — spytała cicho.
August obejrzał się niespokojnie, chciał mówić i obawa wyrazy mu na ustach wstrzymywała... milczał dość długo.
— Tak — odparł nareście z jakiemś wahaniem, wzrokiem niespokojnym okazując, iż się lękał być zbyt otwartym — tak — powtórzył — muszę jechać na Litwę, sam.
Zniżył głos bardzo i prawie niedosłyszanym szepnął.
— Miejcie cierpliwość... Bóg da, wszystko skończy się szczęśliwie.
Elżbiety twarz rozpromieniała — oczki, w których krążyły łzy, błysnęły wyrazem wdzięcznym.
Więcej jeszcze niż mógł usty, król powiedział także wejrzeniem.
— Mam najlepszą nadzieję — dodał — proszę miejcie i wy ją, a ufność we mnie.
Podał nieśmiało rękę królowej, która ją pochwyciła, lecz wtem zdało się Augustowi, jakby u drzwi dosłyszał szelest jakiś i cofnął się natychmiast przelękły, dodając głośno po niemiecku.