Zbliżającą się ku sobie, Dżemma odepchnęła zlekka.
— To okropne! — zawołała.
— Mój Boże! cóż w tem tak strasznego? — szczebiocząc i około Dżemmy biegając, poczęła Bianka. — Mąż ten przyszły na wszystko się zgodzi! Rachuje na łaski króla, da ci swobodę zupełną. Alboż to raz się tak ludzkim plotkom zapobiegało? to rzecz nie nowa!
— Bianko — krzyknęła odsłaniając twarz Dżemma — dla mnie, dla mnie jest ona nową i niespodziewaną, nie przewidywałam tego nigdy. Nie dosyć, że jemu narzucono żonę, mnie tak samo chcą narzucić męża.
Bianka śmiać się zaczęła.
— Ale ty go znać nie będziesz, tylko chybaby mu jak słudze rozkazywać.
Włoszka znużona zwolna, pozornie się uspokajać zaczęła. Nogi pod nią drżały, rzuciła się na siedzenie we framudze okna.
Myślała ktoby to mógł być ten mąż, który jej miał dać nazwisko, swobodę i sprzedać się za łaskę królewską. Wzgardę miała ku temu człowiekowi nie znając go.
— Kogoż królowa stręczy? — przebąknęła ze wstrętem.
— Królowa nie stręczy, ale on się sam naprasza — odparła Bianka. — Przypomnij sobie te tajemnicze podarki.