Dumna pani, choć jej to pochlebiało, w początkach go bardzo surowo przyjmowała, nie dając przystępu do siebie, lecz Włoch był zręczny, pochlebnik, znał kobiety i wcale się tem nie zraził.
Oprócz innych talentów Testa śpiewał choć nie uczenie ale przyjemnie wesołe piosenki ludowe.
Nieznacznie weszło w zwyczaj, że przychodził wieczorem, siadywał bałamucąc obie Włoszki, niekiedy je do śmiechu pobudzając, a w końcu i pożądanym się stał, bo je bawił.
Dżemma zaczęła na niego patrzeć okiem łaskawszem. Miał łaski u króla, chciała go użyć za pośrednika, bo Merło się jej wydawał niezręcznym.
Włoch przyrzekał więcej daleko niż się spodziewał dotrzymać, bo w istocie nie miał tej poufałości i zaufania u Augusta, aby śmiał mu coś powiedzieć.
Łudzona obietnicami Dżemma, coraz Włocha więcej potrzebowała i dała mu wstęp do domu, w którym się on zasiadywał.
Tak się to dosyć długo ciągnęło, a Augusta w ciągłych przejażdżkach schwycić nie mogła Włoszka, aż naostatek za poradą Testy, wybrała się za miasto, gdy miał wieczorem z Trok powracać i zuchwale mu zastąpiła drogę.
Szczęściem król tak jak sam był, bo nie miał nikogo oprócz dworzan przy sobie. Zatrzymał się zobaczywszy ją, bo litość może powziął nad nią, i oddawszy konia dworzaninowi, pieszo dalej szedł z nią razem.
Dżemma wiedząc, że się jej może niełatwo uda drugi raz z nim spotkać, wybuchnęła wyrzutami i narzekaniem straszliwem.
Przypominała mu dawne obietnice i przysięgi, opłakiwała swą niedolę, groziła, że życie sobie odbierze. Scen takich August nie lubił, a serce miał miękkie.