— Nie potajemnie, ale jawnie świadczą o królowej ci, co ją też widywali ciągle —- rzekł August.
Bonie, widząc że jej syn nie ustępuje, łzy stanęły w oczach.
— Myślisz więc — wykrzyknęła — zgiąć się przed królem Ferdynandem i posłuszny rozkazom jego żonę zabrać? Słyszałam, żeś dla niej na zamku przygotował już pomieszczenie?
— Tak jest — odparł król sucho. — Nie mam i nie mogę mieć żadnej wymówki, jestem jej mężem, powinienem z nią żyć.
Sama W. K. Mość w liście do Herbersteina pisałaś mu, że ja mam własną wolę i mogę postąpić jak chcę. Czynię więc wedle rady W. K. Mości, korzystam z prawa mojego.
Bona się podniosła z krzesła.
— Któż W. K. Mości mówił o liście do Herbersteina? — krzyknęła.
— Aleć on tajemnicą nie był — odpowiedział Zygmnnt August.
Królowa już nie miała co rzec na to, płakała gniewna, ocierając łzy i poruszając się na krześle, jak gdyby z trudnością na niem utrzymać się mogła.
— Tak więc — dodała z za łez — W. K. Mość także zrywasz ze mną, nie chcesz ani rady, ani dobrodziejstw moich, ani serca! Bardzo dobrze! ale raczcie pomnieć, że ze mną rozbrat wziąć można, ale mnie przebłagać potem, nigdy! raczcie pomnieć, że ja tu jeszcze w tem królestwie, dopóki pan mój i król żyw, coś znaczę, a gdyby nawet Bóg mi go wziął, mam przyjaciół i obrońców mieć będę.