August szepnął o tem, iż z Wilna uszła z Testą i okazała się płochą.
— Testa! — odparła Bona — towarzyszył jej razem i Biance. On też litość miał nad opuszczoną przez wszystkich, boś i W. K. Mość w Wilnie ją nieludzko przyjął, choć mu dawniej była bardzo drogą.
— W Wilnie na mnie tysiące oczu patrzało — odparł August. — Nie mogłem tego uczynić co chciała, bo się wprost na zamek dobijała.
— Kocha cię — rzekła Bona ciszej — winy jej nie widzę.
Król zamilkł.
— Zdaje mi się — dodał odchodząc od Bony — że najlepiejby uczyniła dziś do męża powracając.
— A! powracać nie może — rozśmiała się Bona — bo nigdy z nim nie była!
Na tem się skończyło pośrednictwo króla. Zagadnięta Dżemma, dumnie odparła, że Dudycza, prostego parobka znać nie chce i żyć z nim nie myśli. O Tescie nie było mowy, który jako kawalkator dawny młodego króla szukał sobie miejsca na dworze u jednego z możnych panów i łatwo je mógł pozyskać.
Gdy potem Dudycz stawił się do młodego króla, Merło mu w jego imieniu powiedział, że u królowej i u Dżemmy nic nie zyskał.
— Cóż ja mam robić? — lamentował Dudycz.