— Włosi też twoi dość ztąd pieniędzy wynieśli — rzekł król — bo kazali sobie płacić dobrze.
— Zapracowali na to — odparła królowa.
Zygmunt rękę położył na stole, przebierać zaczął palcami po nim, wpatrzył się w podłogę i milczał. Ból w stawach nowy wycisnął z ust jego syknienie, królowa poruszyła się zaraz dopytując czyby nie potrzebował czego.
— Nie, nie, przeszło to już — zamruczał stary.
Bona usiadła, milczenie panowało chwilę.
— Gamrat też chory czy nie wiem co mu jest — odezwała się po przestanku. — Na twarzy i humorze się zmienił, posmutniał, jakieś przeczucia krótkiego życia go opanowały.
Zygmunt brwiami poruszył i potrząsł głową.
— Gamrat? — powtórzył — ależ nie stary wcale jest i życiem się nie zmęczył, chyba nadużyciem...
Królowa się zżymnęła.
— Zawsze te potwarze — odparła. — Zaprawdę nie gorszy jest od innych, ale wielu solą w oku. Naraził się i heretykom i katolikom, bo nam służył wiernie.