Dziwnież bo, dziwnie piękna mu się wydała jakby nie ze świata była rodem, lecz gościem z niebios zstąpiła na ziemię. Chłopak nie wyobrażał sobie, żeby równie piękna istota na świecie znaleźć się mogła... osłupiał, zdumiał się i przykuty pozostał póty póki dziewczęta bawiły się na łące.

Słyszał ich śmiechy, przypatrywał się swawoli towarzyszek i obraz ten pozostał w myśli jego na wieki. Wiedział, że to była sierota ze wsi, wychowanka pani, i nie zdawało się dziwnem, patrzeć na nią z zachwyceniem, jak poglądał na niebo, gwiazdy i kwiaty. Nie prędko po odejściu kobiet powlókł się ze swoją skrzypką do domu, i długo w noc zasnąć nie mógł, Bóg wie jakimi ścigany marami.

Mówiono, że się później zakradł do dworu i z po za płotu godzinami patrzał na przechadzające w ogrodzie dziewczęta, ale to być musiały plotki tej starej brzozy, której baśnie przynosiła sroczka jakaś o gniazdo się jej przypochlebiając.... nikt więcej o tem we wsi nie wiedział.

To pewna, że Sachar coraz mniej miał ochoty do pracy, coraz więcej po lasach się błąkał i mimo dziada i ojca upomnień do gospodarstwa się nie zabierał.

W każdym innym stanie wolno, mniej więcej, być dziwakiem, ale naszemu chłopowi! niepodobna; nazwano go postrzelonym i głuptaszkiem i miano nawet za łagodnie i nieszkodliwie pomięszanego. Do dworu wreszcie doszła o tem wiadomość, a ekonom ubolewał, że tak silnych i zręcznych rąk dwoje marniało nadaremnie bez zastosowania do gospodarstwa.

— On tu nam na nic prawie nieprzydatny — mówił — no! to go dać do wojska! Że przyjmą, nie ma najmniejszej wątpliwości... i gromada będzie rada i dwór na tem nie straci, a w chacie tak z nim, jak bez niego.

Sachar nie domyślał się co mu groziło!

Rozdział dziesiąty. Trochę o kołku, i o ludziach trochę

Dąbczak tymczasem wciąż sobie podrastał spokojny, z każdym rokiem nabierając siły bezpieczniejszym się czuł od sąsiadów, burzy i siekiery nawet, która go musiała szanować, bo z niego jeszcze nie mogła sobie obiecywać korzyści.

Wicher mu nie był straszny, gdyż giętka latorośl chyliła się do ziemi i w górę wracała wesoło, chwasty jej zagłuszyć nie zdołały... przyszłość obiecywała się długą i świetną... dąbczak marzył o wiekach długich i rozsianiu do koła swojego rodu. Nawet zazdrośne pniaczki okoliczne patrzały nań z uszanowaniem, jakie wzbudza siła i wiara w przyszłość. Zrazu niewidoczny wśród gęstwiny, wybił się nasz bohater nad poziome tarna i krzewy, tak że zwrócił uwagę Charitona i co dziwniejsza podobał się roztargnionemu Sacharowi, który tam często przychodził. Przyznacie mi, że w lesie, aby oczy ludzkie ściągnąć na siebie i wyróżnić się z tłumu, przynajmniej tyle potrzeba zręczności i zasługi co na naszym świecie. Kto wie nawet, czy przykutemu do miejsca drzewu nie trudniej dobić się pewnego znaczenia niż kancelarzyście bez protekcji wyjść na Radcę Stanu? Dąbczak wszakże był tak piękny, tak obiecujący, tak żwawy i silny, że nietylko Chariton go zobaczywszy naznaczył sobie w pamięci, ale Sachar, często przebywający w lesie, polubił tę latorośl bujną i w chwili weselszej ręką go własną oczyścił w około od otaczających niemiłych sąsiadów.