Tak miarkując się dojechali na biskupstwo, a Petrek z konia zsiadłszy na ławie spocząć musiał w podwórzu, nim poszedł daléj, tak mu nogi podcięło. —
— Niema już ratunku! szepnął — niema!
Poselstwo spełzło na niczém, i dłużéj tu trwać nie było po co. — Petrek z rady Biskupa Ruperta postanowił jeszcze duchownych i ziemian zwoławszy, wyprawić ich do księcia, choć sam wątpił aby i to mogło skutkować. —
Nazajutrz szaro jeszcze było, Palatyn spał, gdy Jaksa, który czuwał nad nim, zbudził go. Chłopię jakieś niepozorne przybiegło z Zamku, opowiadając się że posłane było od księcia. — Zadziwił się tajemnemu poselstwu Palatyn.
— Miłościwy pan, przysłał mnie, szeptało drżące pachole, ażeby wam oznajmić że wyjedzie wkrótce na łowy wielkie, a może z tych łowów i do was, do Wrocławia nawróci, abyście się go spodziewali.
Potajemne to oznajmienie, pocieszyło nieco Petrka; rozmyśliwszy się jednak, po odejściu chłopca, który dostał dar książęcy — rzekł sobie w duchu.
— Biada już tam, gdzie się potajemnie przejednywać trzeba, jawnie powaśniwszy, z obawy jednéj niewiasty!
Na niewiele się łowy przydadzą!.. Tegoż dnia Petrek, już na zamek nie zaglądając, z całym swym orszakiem, o białym dniu, pod znakiem po pod wałami zamku przeciągnął, nazad wracając do domu.
Nie było już żadnego więcéj niebezpieczeństwa, gdy tedy za Kraków odjechali, Jaksa sobie starego przypomniawszy Zaprzańca, zapragnął go na zamku jego odwiedzić.
— Miłościwy panie — odezwał się do Petrka, obok którego jechał, jeżeli ja wam niepotrzebny w drodze, radbym ztąd wskoczył do Pieskowéj Skały, bom się tam obiecał staremu, którego i wy znacie. Pokłon mu należy od młodszych, bo dużo cierpiał i od losu i od swoich.