Los tych dzieci teraz cały zawisł od panów duchownych i ziemian, mogli je opuścić i dać na ofiarę chciwéj panowania Agnieszce, albo się ująć za niemi i osłonić, a tę co pokój zamąciła gnać precz z granic zakłóconego państwa.
Wszebór, obie ręce rozpostarłszy, wskazując na gronko stojące w pośrodku jako obżałowanych przed sądem, rzekł zwrócony do Arcybiskupa.
— Ojcze i pasterzu miłościwy! jeżeli wy ich nie osłonicie to nikt, jeżeli wy ich opuścicie nie uratuje żadna siła! Krew to pana naszego, spuścizna po nim najdroższa, a stanie się krzywda jéj, padnie wina na sumienie nasze!!
Arcybiskup silnie, gwałtownie laską swą w ziemię uderzył. — Włos im nie spadnie z głowy — zawołał — dopóki ja żyję a władzę tę piastuję, póki kościół stróż sprawiedliwości stoi na téj ziemi, póki tu wiara święta panuje, nie damy ich tknąć!
Królewicze skłonili głowy — a po ławach poszedł szmér.
— Nie damy im zginąć!
Sieroty same za sobą się nie odzywały, najmłodszy uśmiechał się dość wesoło, Henryk szeptał mu coś znać karcąc niewczesne śmieszki, starsi stali zadumani i poważni. Obie księżne młode miały łzy na oczach, a były piękne każda inaczéj w swych szatach żałobnych obcisłych, niby dwa posągi smutku i niedoli.
Książęta zagrożeni już wszyscy się tu zbiegli razem, gdyż nigdzie się bezpiecznemi nie czuli. Gdy nagle z Krakowa, jak piorun padła wieść, aby składali dań, gdy Władysław żupanom nakazał grody sobie oddawać, a do kilku z nich już się wdarli jego wysłańcy, gdy i z północy kilką szlakami zaczynała płynąć zapowiedziana dzicz, kraj niszcząc i paląc, musieli młodzi książęta zbiedz się razem, aby nawale stawić czoło.
Biskupi pierwsi podnieśli okrzyk zgrozy, ale ten nie doszedł na zamek krakowski, a gdy Agnieszce o nim znać dawano, groziła Rzymem i klątwami duchownym, zapowiadała wojska Cesarskie i zawojowanie, mieczem i ogniem spustoszenie, nawet pasterzom, jedynéj władzy naówczas powszechnie szanowanéj, któréj nikt nie śmiał się sprzeciwiać. —
Biskupi byli przerażeni i sami nie śmiejąc nic poczynać, zbiegli się do naczelnika swojego, Arcybiskupa, aby z nim radzić o obronie. Jakub ze Znina, nie ulękły, nie dopuszczający pokuszenia się o walkę z władzą swoją — czekał spokojny. —