Na zamku, po odprawie danéj Szlązakom, Agnieszka sama pozostawszy z mężem, puściła dopiero wodze gniewom i wyrzutom...

W charakterze niewiast ówczesnych, o których historya dochowała nam wspomnienie, widziemy, nietylko u nas ale po świecie całym, toż samo uderzające zjawisko. Dwojakie są niewiasty tych wieków, albo święte aż do męczeństwa, martwiące ciało swoje aż do kalectwa, poświęcające się bez łzy i jęku, słowem natchnione jakąś nadziemską siłą; lub opętane złością bez granic, namiętnościami bez uzdy, wściekłością niemal zwierzęcą. Pomiędzy tém dwojgiem niema prawie istot pośrednich. To co występuje przed nami w dziejach, jasne jest jak słońce lub jak otchłań czarne. A nie jest to całkiem winą tych co wizerunki malowali, ale obyczajów wieku, który i w męzkiéj połowie podobne charaktery stawi przed oczy nasze...

Są to rycerze pobożni, we włosiennicy biegący walczyć z pogany, boso powracający składać łup u grobów świętych — albo złoczyńcy porywający się przeciw ojcom własnym, tarzający się w rozpuście, która miejsc poświęconych nieszanuje.

Jest to wiek namiętności, które tylko religijny postrach kiełzna powoli, łagodzi i uśmierza. Z pod powłoki chrześcian wyglądają dzicy poganie, a tam gdzie chrześciaństwo do szpiku kości przejęło, są to posłuszne baranki ofiarne. —

Agnieszka należy do tych czarnych charakterów w dziejach, które do nas najczęściéj z Niemiec przychodziły. Z Rusi szły posłuszne i ciche niewiasty, które pod płaszczem tuląc dzieci, modliły się i siedziały zamknięte w teremach, — z Niemiec jechały królowe, które i mężom panować i świata używać żądne były. A jeżeli która z nich, jak żona Władysława Hermana, jak Agnieszka czuły w sobie kroplę krwi cesarskiéj, dumie i szałom ich nie było miary i granic.

Przybycie Jaksy, zuchwalstwo z jakiém śmiał wystąpić, księcia najmocniéj zmięszały, budząc w nim wstyd i żal. Agnieszka jeszcze mocniéj była przeciw Petrkowi rozjątrzoną.

Obawiała się aby nieuszedł jéj zemsty, czuła że potrzeba było jak najrychléj ją dokonać, dopóki mnodzy przyjaciele w pomoc nie nadbiegą. Spostrzegła wahanie się w mężu — nieufała nikomu. Petrkowi sprzyjało wielu, mógł mieć skarby ukryte, przekupić ludzi, znaleść obrońców, ujść pod opiekę młodych książąt i z niemi przeciw Władysławowi wojować. — Chciała co najrychléj dokonać to czego pragnęła. — Gardło! gardło musi dać! wołała.

Tegoż wieczora, gdy Władysław do niéj i do dzieci powrócił, odezwała się doń rozkazująco, że nazajutrz do Wrocławia jechać byli powinni.

Książę posłyszawszy to żachnął się niechętnie.

— Poco? zawołał — co się ma dokonać, stanie się i bez nas!