Służby żadnéj nie chcę, winy do siebie nie czuję. — Puście mnie, nie żądam więcéj nic. —

Dobek się śmiać począł.

— A któż to tak głupi aby molossy na siebie puszczał z łańcucha?

Roger się odwrócił ku ścianie jakby już dłużéj mówić nie chciał. —

— Starosto — dodał posłany — dobrze ci życzę a źle będę zmuszony uczynić. —

— Czyń co chcesz! rzekł krótko Roger. Dobek postał chwilę, zawrócił się i odszedł precz. —

Na zamku czekała nań księżna, a gdy powróciwszy o swéj rozmowie z Rogerem powiadać zaczął, łajała go.

— Niezdarne chłopisko, do niczego! wołała. — Idź mu powiedz że na gardle karany będzie. — Co za człek jest aby się śmiał nam opierać?

Dobek poszedł raz drugi. Władysław który przy tém stał milczący, oburzył się na żonę.

— Dosyć już tych krwawych spraw, rzekł — niemi sobie nieprzyjacioły czyniemy. Roger nie winien nic. — Strzymam go tylko. —