— Bóg łaskaw, odezwał się Jaksa, my może nic poczynać nie będziemy potrzebowali, bo co jest poczciwych staną po stronie książąt, a Władysław zostanie z najemnikami swojemi. —

— Amen! zamknął ks. Marcin. —

Gdy wsiadać na koń przyszło, poszedł Jaksa raz jeszcze do Petrkowéj żegnać się. — Stara matka oczyma tylko powiodła za nim, mrucząc — niech już czyni jako chce!

A było to żegnanie osobliwe, bo w niém narzekania więcéj niż dobrych słów Jaksa posłyszał. Pieszczonéj niewieście wszystko tu w niesmak szło, czém ją karmiono, jak cieszono, przez co los jéj osładzać chciano — za każdą więc sposobnością skarżyła się tylko i bolała nad sobą. — I teraz zamiast poleceń do męża, rozwodziła żale nad dolą własną.

Płakała za utraconą wielkością swą, po życiu przeszłém, i wszystkiém co je przypominało. Nie lubiła szorstkiéj męzkiego ducha gospodyni, nie podobał się i syn, ni ten stary dwór w którym znalazła przytułek. Wszystko dla niéj szło na opak, a że córka była z nią zawsze, na Błogosławę spadały łzy, żale i kwasy nieszczęśliwéj, — Błogosława milcząca znosiła wszystko, a, żeby nie pokazać że cierpiała, gdy obcy patrzali na nią uśmiechała się im smutnie.

Gdy Jaksa przyszedł opowiedzieć się że jedzie, a dodał że może do pana Petrka przedrzeć się potrafi i zaniesie mu, co poleconém zostanie; zapłakała kniahinia, podniosła głowę, białemi ramionami ruszyła pogardliwie. Zdawało się że nic nie miała do nakazania biednemu ślepcowi, na którego narzekała ciągle, że z winy jego w to nieszczęście popadła. —

Błogosława widząc że matka milczy, odezwała się cicho.

— Powiedzcie ojcu niech nas do siebie zabierze, radaby matka i ja z nim i Światosławem być.

— Dziś to niemożliwe — rzekł Jaksa, wiecie że przez zwojowane ziemie przedrzeć się trudno. Da Bóg lepszy czas — uczynicie jak wola. Przebaczcie jeśli wam tu u nas niewesoło i niezaciszno i niemiło może — cóż robić? myśmy z matką do prostego życia nawykli.

Petrkowa nic nie odpowiedziała, poruszyła głową, rozpłakała się, rzuciła ręką, zakryła oczy i pochyliła się na poduszkę. Jaksa spojrzał na dziewczę oczyma błagającemi — zarumieniło się. —