— Intrygujesz mnie piękna maseczko — odezwał się — a mówisz że nie znasz.
— Nie znam... — odpowiedziała Cosel — nie. Niegdyś znałam kogoś, co był podobnym do ciebie, ale tamten miał serce królewskie, szlachetność pańską, duszę bohatéra... a ty...
Król jak zwykł był, gdy nim owładnął gniéw, zaczerwienił się mocno i natychmiast pobladł.
— Maseczko — zawołał — to przechodzi cóś granicę swobody karnawałowéj...
— Swoboda jest nieograniczoną...
— Więc dokończ — rzekł król — a ja?
— A wy?
Znowu Cosel głosu zabrakło. — Jeśli nie jesteś katem, toś igraszką w ręku oprawców.
— Cosel! — zawołał nagle August — chwytając ją za rękę.
— Nie, nie! — wyrywając ją krzyknęła ze śmiéchem szyderskim maska.