Denhoffowa porwała się z krzykiem z kanapki na któréj siedziała, zakrywając oczy..., pani hetmanowa ruszyła ramionami tylko.
— Ktoby się tam tego lękał, albo na to uważał — zawołała — to są brawady bezsilne!
— Takby się zdawać mogło, gdybyśmy pani hrabinéj nie znali — przerwał Löwendahl — szczególniéj ja, który mam nawet zaszczyt być jéj krewnym. Jestto kobiéta, która nigdy nic próżno nie mówi.
— Szczęściem niéma żadnego podobieństwa ażeby kiedykolwiek z królem spotkać się mogła — dodała Pociejowa.
— Jakto? czyż pani sądzi że ona czekać będzie sposobności a nie szukać jéj? Wszak tak samo jak potrafiła raz wkraść się na maskaradę, może się dostać przebrana do Drezna, czekać na króla choćby w ulicy.
— A! tak! tak! — poczęła gorąco Denhoffowa — ja przeczuwam niebezpieczeństwo... Król jest nieuważny, tę kobiétę należy... ja nie wiem? cóż z nią zrobić?
Loewendahl ruszył ramionami.
— Kto woli swéj używać nie umié, temu ją odebrać należy i uczynić niewolnikiem: rozumié pani.
Obie kobiéty zamilkły, obu przyszło na myśl, że to co teraz spotkać miało Cosel, mogło późniéj być Maryni udziałem. Marszałek Loewendahl zdał się tego domyślać i dodał:
— N. Pan nigdy dla osób które chociaż krótko kochał nie był surowym, świadkiem te panie, jakieście tu spotkać mogły; ale są wypadki...