Król odbiérał ciągłe listy od Cosel, któréj umyślnie donoszono o wszystkiém; listy pełne goryczy i wymówek, na które odpowiadał zrazu pilnie, późniéj coraz rzadziéj, grzecznościami i zapewnieniami.
Z nich już mogła się ona przekonać że na serce króla rachować było złudzeniem, liczyła na jego przyrzeczenia, zobowiązania, na słowo... I ta rachuba zawieść ją miała.
W rozmowach z Vitzthumem król okazywał zniecierpliwienie, przebijała się w nim chęć uwolnienia z więzów hrabiny Cosel, któréj się obawiał. Flemming przeczuł to.
Jednego wieczora przy winie, gdy król począł wzdychać, rozśmiał się:
— Miałbym ochotę — odezwał się — przypomnieć N. Panu stare dzieje; służą one czasem na pożytek nowym.
— Naprzykład? — spytał August.
— Onego czasu — począł Flemming — elektor saski, nim jeszcze poznał piękną Aurorę, pokochał córkę Schöninga, wspaniałą Rechenberg. Dokuczyła mu ona wkrótce, trzeba się pozbyć jéj było. Naówczas elektor saski prosił o przyjacielską usługę kanclerza Beichlinga. Beichling rozpoczął romans z Rechenbergową i króla ze szpon puściła...
— Chciałbyś tego samego środka użyć z hr. Cosel? — spytał król — wątpię żeby się powiódł.
— Dlaczegóżby choć nie sprobować?..
— Kogóż chcesz nią uszczęśliwić? — dodał August...