Tak! waryat! — powtórzył.
— Więc mogę nazad powrócić? — spytała Anna...
— Z piekła się nie powraca! — zaśmiał się Hoym, — a waćpani z łaski mojéj w piekle jesteś: to istne piekło!
Rozerwał na piersiach kamizelkę, jakby go dusiła i padł na krzesło...
— A! tak! istotnie oszaleć przyjdzie, — mruknął — lecz z królem niema wojny...
— Jakto? król?
— Król! Fürstemberg! wszyscy! wszyscy! nawet Vitzthum, kto wié, własna może siostra... spiknięci na mnie... Dowiedzieli się żeś ty piękna, żem ja głupi i kazali mi panią pokazać!
— Któż im o mnie powiedział? — zapytała ciągle spokojna Hoymowa.
Minister nie mógł się przyznać przed nią, iż sam popełnił tę winę, za którą przychodziła pokuta, zgrzytnął zębami, tupnął nogami i zerwał się z krzesełka... Złość jego ustąpiła nagle wcale odmiennemu usposobieniu, pobladł, stał się zimnym i szyderskim.
— Dość tego, — rzekł cicho zniżając głos — mówmy rozsądnie. Co się stało, tego naprawić nie potrafię... Wezwałem panią, bom musiał ją tu ściągnąć, król chciał, a Jowisz piorunuje tych co mu się śmią sprzeciwiać... Dla jego zabawki musi służyć wszystko... królewskiemi stopy depcze skarby cudze i rzuca je w śmiecisko... — Zniżył głos i umilkł jakby słuchał czy się kto nie odezwie.