Cosel straciła nadzieję wyścignienia go, spytała o krótszą drogę, choćby być miała najgorszą; ale żadnéj nie było, gdyż w prawo doliny były przerznięte trzęsawiskami i gęstemi zaroślami, którychby konie przebyć nie mogły...

Cosel skoczyła z siodła, dając chwilę spoczynku swym towarzyszom. Gorąco dopiekało, rzucili się wszyscy do wody: Niemiec ofiarował się z piwem... Na ten raz i wiejski ów napój przykwaśniały wydał się wyśmienitym...

— Cóż to za kobieta? — spytała Cosel gospodarza wskazując żebraczkę stojącą ciągle o kiju w bramie i wcale nawet nieokazującą ciekawości dla pięknéj pani.

Niemiec wzruszył ramionami pogardliwie.

— To jest... słowianka... wendka! Nie mogę się jéj ztąd pozbyć... Mówi że ten dwór niegdyś do jéj ojca należał... Mieszka tu gdzieś nieopodal w ziemiance wykopanéj a raczéj rękami wydartéj pod górą; nie wiem czém żyje, a chodzi mi po polach całe dnie i mruczy: któż wié, pewnie szatańskie jakie zaklęcia!! bo to niezawodnie czarownica... Chciałem jéj zapłacić by sobie poszła gdzie daléj, ale się ruszyć ztąd nie chce, mówiąc że to ojców jéj ziemia i że na niéj umrzéć i kości złożyć musi.

Nieraz nocą gdy burza ryczy, ona śpiéwa, a nam dreszcz chodzi po skórze słysząc ten głos... I nie bardzo ją wypędzać można — dodał coraz ciszéj — umié ona wiele, zaklęcia ma na szatanów że jéj służą, i czary straszne.

Po chwili z westchnieniem dodał:

— I prorokuje przez szatana... a doprawdy nie myli się nigdy...

Cosel zaciekawiona zwróciła ku niéj oczy i podbiegła... Ona jedna była tak śmiałą, bo reszta towarzystwa na wzmiankę o czarach rozsunęła się i rozpierzchła ustawiając nieco opodal.

— Jak jéj imię? — spytała Niemca.