Cosel domyśliła się że przychodził z jakiémś poleceniem.
— Czy znowu jaką wolę królewską mi pan przynosisz, obwiniętą w tę bawełnę pochlebstwa?
Haxthausen popatrzał smutnie i głową dał znak że tak było w istocie.
— A więc mów pan...
— Byłem u Flemminga — rzekł — pokazał mi rozkaz króla, który chce byś pani na czas pobytu jego tu z Denhoffową wyniosła się do Pillnitz. Sądzę że to i dla pani saméj będzie przyjemniejszém, niż patrzéć...
Łzy stanęły jéj w oczach: spuściła oczy.
— A! tak mi trudno! tak trudno! — zawołała cicho. — Wiém żeś mi pan życzliwym, że w jego słowach niéma zdrady, a tu jéj się od wszystkich i wszędzie obawiać potrzeba; jednak, nie wiész pan ile mnie to kosztować będzie.
Zaczęła chodzić po sali zakrywając chustką oczy. Dawna gwałtowność i gniewy opuściły ją, płakała i chciała się ze łzami przed obcém okiem osłonić, potém otarła je żywo.
— Widziałżeś pan sam ten rozkaz króla, nie zmyślili go oni...?
— Daję pani słowo, widziałem go.