— Bardzom szczęśliwy że panią widzę — zawołał król wstając — chodź pani i pomóż mi uspokoić córkę swą, która mnie obraża posądzeniami nie słusznemi.
— Ale o cóż idzie, N. Panie?
Marszałkowa udawała zdumioną.
— Wszak podejrzenia i zazdrość są dowodami przywiązania — dodała żywo. — Nie powinno to W. K. Mości obrażać.
— Posłuchajże pani...
Tu król opowiedział wszystko... Marszałkowa słuchała go, dziwnie spoglądając na córkę to na niego; minę miała skłopotaną.
— Przebaczysz mi W. K. Mość — rzekła po chwili — ja się córce mojéj nie dziwuję wcale. Wiadome są całemu światu pogróżki hr. Cosel, znany jest gwałtowny jéj charakter. Wszak śmiała grozić wam nawet N. Panie!
— A więc — przerwał August — o co idzie? dla waszéj spokojności, wydam natychmiast rozkazy, ażeby panią Cosel zwrócono z drogi do Drezna.
Na to marszałkowa składając ręce, wykrzyknęła przejęta wdzięcznością:
— Szczęśliwą możesz się nazwać Maryniu kochana, mając tak troskliwego o twój spokój opiekuna.