— Można ich oszukać? — spytała.
— Gottlieb tu na czele — począł Zaklika — zdaje mi się że on do miasta jeżdżąc po zapasy domowe, raporta odwozi. Lecz nie mądry jest i spoić go łatwo, a zwiéść jeszcze łatwiéj...
— Gottlieb? — zawołała hrabina.
— Tak, właśnie ten, który się najwięcéj z miłością swą dla pani uprzykrza... radby ażeby się go nie obawiano.
— W mieście wszyscy cię znają? — zapytała cicho Cosel.
— E! wielu zapomniało już o mnie — podchwycił Zaklika — a dla innych toć się i trochę zamaskować łatwo.
— A masz-że od kogo zasięgnąć języka?
— Gdy muszę, znajdę... — rzekł wezwany.
Po tych wstępnych pytaniach, Cosel jakby dreszczem przejęta, drgnęła.
— Niéma tu już bezpieczeństwa dla mnie — rzekła — muszę uciekać, ale jak? tobie ufam jednemu; mów, jak?