— Tak jest, tak jest — odparł Lehmann, poprawiając czarnéj czapeczki, którą starym obyczajem nosił na głowie — ale siebie nie gubić.
— Myślę, że się to da pogodzić! — odezwał się Zaklika.
— Tak, tak, tylko rozumnie i ostrożnie.
— Cosel uciekać musi — dodał Zaklika.
— Dokąd? — spytał żyd z uśmiechem — chyba za morze... tu sobie panowie wzajemne czyniąc przysługi, oddają zbiegów.
— Sądzę, że o nas się upominać nie będą.
Lehmann głową pokiwał.
— Hrabina — mówił daléj wierny sługa — musi z sobą zabrać co ma, bo co zostanie, wezmą chciwi następcy, jak zabrali pałac, i co w nim było.
Bankier głową znowu dał znak potakujący.
— A czy bezpiecznie uciekając zabiérać z sobą reszty? A gdybyśmy w ręce nieprzyjaciela wpadli?