— Zostałem wypędzony — rzekł — bo tam teraz mało sług potrzeba.
— A znasz dobrze Pillnitz, ludzi i drogi?
— Doskonale.
— I przyjąłbyś służbę inną?
— Czemuż nie?
— Choćby, choćby — dodał Flemming — wymagała, żebyś przeciw dawnej swéj pani wystąpił.
— Ja nie mam pani ani pana, oprócz króla JMości — odparł Zaklika — bom przecie szlachcic polski.
Flemming poklepał go po ramieniu śmiejąc się do rozpuku.
— Za dwa dni przyjdź do mnie! rozumiész? — rzekł cicho...
— Rozumiém — szepnął Zaklika...