I ręce mu drżały.
— Więc i tę summę im wydałeś? — zapytał zrozpaczony Zaklika łamiąc ręce.
Lehmann patrzał nań długo, zdawał się walczyć z sobą.
— Słuchaj — rzekł — przysiąż mi najprzód na to co masz najświętszego, że mnie, choćby ci życie wydrzéć chciano nie zdradzisz...
Z szuflady bióra Lehmann wydobył zastawiony u niego przez ks. Teschen krzyż brylantowy.
— Przysiąż mi na to — zawołał.
Zaklika ujął w ręce krzyż, podniósł palce do góry i zimno rzekł: „przysięgam.” Złożył potém krzyż do szuflady i dodał: odemnie ci nie trzeba było przysięgi, dość szlacheckiego słowa. Nie zdradził Zaklika nikogo i nie zdradzi.
Chmurno nawisła mu brew.
Lehmann patrzał nań a biały był aż do warg, które mu zastygły ze strachu.
— A jeśli u ciebie znajdą pieniądze gdy cię złapią?