Spotkała go w progu Cosel z zaciśniętemi ustami, cała drżąca.
— Król! — zawołała — król! a! rozumiem!
— Król do mnie przybywa...
— Pani — przerwał Zaklika — król przybywa kul swoich dział na słupach u góry probować.
Cosel się rozśmiała.
— Prosty! naiwny człowieku! — zawołała — i ty w to wierzysz? Ja śniłam o nim od tygodnia. Duch mój błądził nad nim i pociągnął go ku sobie. Szukał pozoru... Chce mnie widzieć. On wié że ja go kocham, że mu przebaczę. On jest wolnym, on chce mnie poślubić jak dał słowo. Niech mnie ubiorą jak do ślubu, jak na największą uroczystość. Chcę być piękną! Chcę mu przypomniéć tę Annę, przed którą klękał...
— Król! — powtórzyła z zachwytem — mój król! mój pan!
I uderzyła w dłonie.
Zaklika ze spuszczoną głową, osłupiały, stał niemy.
— Wołaj sługi moje — dodała — niech przyjdzie Lina, niech dobędzie z kufrów suknie.