Okryta płaszczem żołnierskim, z czapką na głowę nasuniętą, zgarbiona, Cosel posunęła się ku piérwszéj bramie św. Donata i nikt na nią nie zwrócił uwagi; w drugiéj żołnierz popatrzył i przepuścił nic nie mówiąc.
W kilka minut potém prawie podobnie okryty Zaklika spiesznie szedł przez bramę piérwszą, w któréj nie spotkał nikogo. W drugiéj żołnierz zaczął mruczéć.
— A wiele was tu jest? tylko co jeden, już drugi?
Zaklika odsłonił mu twarz.
— Dyabeł cię zna — odezwał się żołnierz — tylko wiem że jeden wszedł a dwóch wychodzi.
— Jakich dwóch?
— Juściżem nie ślepy.
Zaklika nie zważając posunął się ku wyjściu: żołnierz go zatrzymał.
— Ależ mnie tu wszyscy znają — rzekł śmiejąc się — czegóż chcecie?
— Idź się tłumacz do komendanta, a nie, to cię nie puszczę.