— Kyan! twoje zdrowie! Przypowieść Ezopa godna. Ale niechże dla mnie drugi gąsior podadzą.
Murzyn niósł już na tacy ambrozyą. Śmieli się wszyscy, bo król się śmiał, ale jakoś kwaśno; z ukosa spoglądano na Kyan’a, który najmniejszy kieliszeczek wziął i zdrowie Herkulesa saskiego okrzyknął.
Padli wszyscy podchmieleni na kolana... hałas powstał ogromny, kielichy podniosły się do góry.
Król swój kielich ku baronowi wypił i postawił.
— Mówmy o czém inném! — zawołał. — Fürstemberg wstał.
— Najjaśniejszy Panie — rzekł — godzina nadchodzi, w któréj o niczém inném mówić się nie godzi, tylko o tém co dniowi i nocy króluje... o kobiétach.
— Doskonale — poparł król — każdy niech swoją kochankę opisze... Fürstemberg zaczyna.
Szydersko uśmiechając się — wymówił król te słowa — po twarzy Fürstemberga przebiegł grymas dziwny.
— Dane mi pierwszeństwo — odezwał się młody towarzysz króla i ulubieniec — dowodzi tylko że przed okiem argusowém naszego najmiłościwszego pana nic się ukryć nie zdoła. Zna mnie, kłamać mu nie potrafię i wystawia na upokorzenie. Najjaśniejszy Panie! — dodał ręce składając Fürstemberg — proszę o uwolnienie mnie od wizerunku kochanki.
— Nie! nie! poczęto dokoła. Portret być może bez podpisu... jeśli osoba ukrytą być musi, ale rozkaz Pana święty i nieodwołalny. Maluj Fürstemberg.