Gdy gospodarz to mówił, na twarzy przybyłego mimo wesołego wyzwania, ani promyk jaśniejszy nie błysnął: stał chmurny i milczący.
— Chwila rozmowy sam na sam? ze mną?.. akorduję...
W całym domu niéma nikogo oprócz Loty, która gotuje śniadanie i Hausknechta który konia drapie.
Siadł w krześle, rozparł się i począł udawać dygnitarza przyjmującego klienta.
Przybyły zbliżył się, nierozśmieszony wcale.
— Panie Fröhlich — rzekł — zdziwisz się mocno gdy się dowiesz, że ja do was przychodzę w sprawie bardzo poważnéj.
— A toś się o drzwi omylił!
— Nie — rzekł nieznajomy — wcale nie... widuję waćpana co dzień na dworze, z twarzy jego wyczytałem żeś dobry człowiek i serce masz ludzkie.
— Kochanie! pewnie chcesz pieniędzy pożyczyć — przerwał Fröhlich trzepiąc rękami — ale cię uprzedzam że z tego nic nie będzie. Wszystkiém szafuję: radą, śmiechem, ukłonem, grzbietem, czém chcesz; ale pieniędzmi! No nie mam. Król goły, jakże ty chcesz żebym ja pieniądze miał?
— Ani mi się śniło prosić was o to.