Zręczna ta figurka wprzódy już musiała na siebie zwrócić jego uwagę i wydać mu się nie straszną, gdyż zbliżającą się zaczepił. Król zmuszonym tu był posługiwać się językiem włoskim, który daleko więcej osób rozumiało niż francuzki. Na zapytanie rzucone za kim gonił i kogo szukał, zagadnięty odparł po francuzku.
— Ciebie, najjaśniejszy panie.
Dźwięk mowy był tak czysty jakby nie z ust cudzoziemca wychodził.
— Masz co do mnie? — zapytał król.
— Bardzo wiele, gdyby po temu czas i miejsce było! — zawołał zamaskowany.
Henryk popatrzył bacznie, maska wesoło podrygując mówiła dalej.
— Żal mi was, najjaśniejszy panie!
— Mnie?
— A! tak! grozi ci tu więcej niebezpieczeństw, niż twoi przewidują, niż ty sam domyślać się możesz.
Henryk spoważniał.