Z radością do Radochonic powrócę.
— A ja — rzekła smutnie królewna — widzisz moja Kasiu, wśród tej wrzawy i zgiełku żyć muszę.
— Brat mój Bernard mawiał — odezwała się Wapowska — że Bóg każdemu stanowi szczególne daje łaski. Wy, miłościwa królowo moja (Anna się zarumieniła), przeznaczeni jesteście żyć w tem ogniu i Bóg wam da wytrwałość salamandry.
— Kasiu moja — westchnęła Anna — wierzaj mi, i ja się nie czuję stworzoną do tego życia. Cięży mi ono.
— Dopóki się szczęśliwie nie uwieńczy małżeństwem i koroną — przerwała pani Wapowska. — Wszyscy widzą, że się to inaczej skończyć nie powinno i nie może.
Anna spuściła oczy, wargi jej zadrżały, nie odpowiedziała nic.
Zdala tylko widziała pani Wapowska króla, ale go chwalić zaczęła, na co zapewne wpływała przyjaźń męża z Tęczyńskiemi, którzy na dworze byli dobrze widzianemi, co Zborowskich tak gniewało.
Po odwiedzinach pani kasztelanowej nastąpiły inne, przyszedł biskup chełmski, zjawił się Solikowski, a potem wierny sługa Rylski. Każdy z gości przynosił wiadomostkę jakąś o królu, oznajmując co robił, gdzie był i jaki program dnia tego został ułożony.
Na zamku dnia tego dla pilnych spraw była narada panów senatorów, której Henryk musiał być niemym i znudzonym świadkiem. Obowiązek ten dla płochego młodzika należał do najcięższych.
Nie wszyscy senatorowie mogli i chcieli mówić po łacinie, a i tego języka Henryk nie był wielce świadomym; rozprawy żywsze toczyły się po polsku, a tych mu treść ktoś po włosku lub francuzku szeptać musiał.