Zaledwie go jednak rozpoczął, gdy kapelan biskupa, Ruszczyk, zapukał do drzwi, chociaż rady nikomu nie wolno było przerywać.
Z twarzy jego, gdy wszedł, dorozumiał się wielce już i bez tego utrapiony ksiądz Staroźrebski, iż coś niedobrego przynosił.
Szeptał mu coś do ucha. Posłowie czekali ciekawi, królewna też, gdy ksiądz biskup odezwał się pomięszany.
— Gastaldi przybył tu do Łomży!
Nie była już więc pora ani testament czytać dalej, ani z królewną rozprawiać. Słupecki chwycił za kołpak i począł wołać, że go ztąd natychmiast uprzątnąć potrzeba.
— Nie zapominajcież przecie — odezwała się Anna do niego — iż posłem cesarza jest, którego drażnić nie przystało. Spadnie to na panów senatorów nie na mnie.
Biskup nieśmiało wyraził radę, żeby królewna odpowiedź cesarzowi na listy jego natychmiast dała Gastaldiemu i sama go odprawiła.
Godzili się na to posłowie.
Królewna im przerwała.
— Posłem cesarskim jest Gastaldi, to prawda, ale się chował na dworze ojca mojego i niejako Polakiem przez to się mieni, więc mu pobytu w kraju zabronić nie można.