Arcybiskup uległ woli jego. Jeszcze w głębi kościoła trwały gorące utarczki między katolikami a dyssydentami, nie uspokoił się tłum, gdy król wyrzekł głośno owe żądane:

Pacem inter dissidentes de religione tuebor et manutenebo.

Firlej, który stał najbliżej, podniósł się na stopień ołtarza i zawołał głosem donośnym.

— Senatorowie i posłowie! król złożył przysięgę żądaną, chcecie aby był ukoronowany?

— Przysiągł na pokój dysydentom! — poczęła wołać szlachta niespokojnie.

— Przysiągł — odparł Firlej.

— Niech będzie ukoronowany! Vivat rex! vivat!

Arcybiskup włożył mu na skroń koronę Chrobrego, a w kościele długo jeszcze wrzawa się ukołysać całkiem nie dała.

Królewnę Annę osłabłą wyprowadzono z loży na zamek.

Zwycięstwo zostało przy różnowiercach, z wielką goryczą i upokorzeniem katolików.