Anna stała zamyślona czas jakiś.
— Gdyby się to sprawdziło, zaprawdę byłoby dla nas nieszczęściem wielkiem, lecz Bóg wie co czyni, Jemu ufajmy.
Ja już nic słuchać nie chcę — dodała ręką mu dając znak pożegnania.
— Zdrów bądź, mój Talwosz.
Skłonił się Litwin i odszedł.
Pomimo tego zgodzenia się z wolą Bożą, gdy królewna wróciła do krajczynej, wypieczone na jej twarzy rumieńce i oczy błyszczące, jakby przestrachem i niepokojem, zdradzały, że dusza silnie poruszoną została.
Nie dowiedziała się od niej nic krajczyna, gdyż uklękła zaraz na modlitwę.
We czwartek spokojniej było na zamku, po odjeździe kilku Francuzów, a żaden poseł nowy nie przybył.
Król przestrzeżony przez cały dzień ten udawał bezczynnego i obojętnego, ruch około niego ustał, Francuzi siedzieli spokojnie, niektórzy z nich spali na zapas może, aby później bezsenność lepiej mogli wytrzymać.
Na mieście pomimo to, raz rzucona wieść że król uciekać chce, uporczywie się utrzymywała.