— Dekret podpisany — rzekł Francuz.
Spojrzeli na siebie, ciągnął dalej.
— Król nie mógł inaczej, musiał skazać go na wygnanie, ale przez szpary się patrzeć będzie, choćby granicę przekroczył, a po niejakim czasie ułaskawi.
Sederyn otarł czoło i coś zamruczał.
— Krzyczeć będą okrutnie — rzekł wykrzywiając usta.
— Niech krzyczą — rozśmiał się Villequier. — Król musiał jednych i drugich oszczędzać, nikogo nie narażać sobie.
Dajcie znać panu Samuelowi.
— Niech mu kto chce o tem oznajmi — odparł kupiec — ja się nie podejmuję.
Znacie mnie, siedzę tu w Polsce zdawna, za tutejszego się liczę, ale Polakiem nie jestem. Wiem ich naturę, szaleńcy są wszyscy, pan Zborowski nielepszy.
Machnął ręką.