— Ale ja się tego obawiałam oddawna — zawołała. — Wyście jej nadto wierzyli, zbyt się nią posługiwali. Po całych dniach była w rozmowach i konszachtach z Francuzami. Latali za nią, a i ona za nimi.
Któryś z nich jej głowę zawrócił.
Ochmistrzyni coraz się mocniej unosić zaczęła.
— Nieszczęśliwy to dzień i godzina, gdy ci Francuzi do nas zawitali, kłamcy, rozpustnicy, kuglarze.
Ja zawsze przeczuwałam, że oni nam nic z sobą dobrego nie przyniosą.
— Zmiłuj się, król, król jest tak szlachetny, dobry — poczęła Anna.
Żalińska się cofnęła na krok i zamachnęła rękami.
— Nie gniewajcie się, królewno — rzekła — jam stara sługa. Tyle on wart co oni wszyscy... przekonasz się o tem.
Anna odwróciła się nic nie odpowiadając.
— Jeśli się to sprawdzi — rzekła — wprost zaniosę skargę do króla, zobaczysz, że mi sprawiedliwość wymierzy.