Wyrzekła to z taką godnością, z takiem wzruszeniem, iż biskup musiał zamilknąć.
— Nie można panom senatorom brać tego za złe — odezwał się po przestanku. — Idzie tu o los przyszły państwa, nad którem czuwać muszą, bo są odpowiedzialni.
Nie mogą dozwolić, aby bez ich wiedzy rozporządzano.
— A któż o tem myśli? — odparła dumnie królewna. — Ja się wcale nie porywam na to, ale oświadczam wam też, że nad sobą nie dopuszczę właści nikomu.
— Ale miłości waszej doręczono listy cesarskie? — rzekł ksiądz Wojciech.
— Nie widzę obowiązku tłómaczenia się z tego przed wami — spokojnie odezwała się królewna.
— Gastaldi zabiega, aby mógł się widzieć i mówić z miłością waszą.
— Anim go widziała, ani wiem o tem — mówiła królewna chłodno.
Biskup zdradził swą trwogę, załamał ręce.
— Powiadają, że z nim razem przebrany ma się znajdować Ernest syn cesarski!