— Ale ani też im się poddawać i uniżać — odpowiedziała Anna — boby ze mnie lalkę jakąś uczynili, którą ja być nie mogę, znając krwi mej prawa i dostojeństwo.
Chcę właśnie okazać, iż się nie uważam niewolnicą i podległą rozkazom niczyim. Rady chętnie słucham, ale więcej nic. Jeśli się ona nie zgodzi z mojem przekonaniem, odrzucić ją muszę.
Biskup ręce podniósł do góry.
— Ale wasza miłość nie widzisz chyba, że to wypowiedzenie wojny! że to opór jest przeciw woli narodu.
— Szanuję ją, ale jej swojej poświęcić nie mogę — rzekła królewna. — Wy, ojcze kochany, nie przekonacie mnie. Myślałam długo, wzywałam Ducha świętego, a com postanowiła to uczynię i będzie co Bóg da! Pojadę do Łomży.
Biskup milczał, królewna dodała łagodnie.
— Wy ze mną, nieprawdaż?
— Muszę — rzekł ksiądz Wojciech zcicha — choć zaprawdę przeciwko tej podróży samowolnej protestuję.
— Nie sądzę, abyście wy, mój ojcze, albo pan wojewoda Uchański wstrzymywać mnie gwałtem zamierzali. Wy donieście, co ja czynię, a ja postąpię, jak mi lepiej.
— Powietrze jeszcze daleko! W Płocku o niem nie słychać! — odezwał się biskup.