Każde słowo i myśl Zborowskiego rozpamiętywała i rozbierała, badając, co się w nich kryło.
Upojenie owo i mniemane wylanie się pana wojewody wcale jej nie uwodziło, czuła, że człowiek ten, choć się na nogach nie trzymał, na wodzy miał myśli swoje. Co znaczył ten nagły zwrot jego, czułość, wylanie się, obietnice...
Wiedziała, że Firlej potajemnie sprzyjał i prowadził cesarzewicza. Commendoni zaręczał, że Zborowski zgodnie z nim miał także prowadzić Ernesta.
Na te łzy weszła Zagłobianka i przyklęknęła przed panią swoją. Wiedziała już ona przez Rylskiego, co się przy obiedzie działo, ale więcej też od innych.
Zrana Talwosz przyszedł oznajmić jej, że z najbliższemi powiernikami Zborowskich zawarł ścisłe stosunki i wiedział na pewno, że wojewoda pozornie cesarzewicza zalecając, pilno się starał o pomożenie Francuzom, że sam słał do Francyi, Montlucowi pieniądzmi pomagał i — nawet wrażenie rzezi św. Bartłomieja zatrzeć się starał.
Z tą wiadomością przybywszy Dosia, szepnęła ją Annie, aby postępowanie Zborowskiego wytłómaczyć.
Nie godziło się jej okazywać, że potajemne życzenia pani swej odgadywała — mówiła więc o tem obojętnie, jako o wiadomości tylko, którą Talwosz jej przyniósł i za pewność zaręczał.
Anna słuchała ciekawie. W istocie tłómaczyło to postępowanie Zborowskiego, niezrozumiałe z początku.
Gdy prymas Uchański i Firlej w piątek pośpieszyli uprzejmie witać królewnę, nie mógł Zborowski dać się im zatrzeć i pozostać obojętnym na stronie.
Pośpieszył więc w sobotę do Anny. Zważył, że w królewnie była jakaś siła i prawo, którego lekceważyć nie należało.