— Mnie?
— A! tak! grozi ci tu więcej niebezpieczeństw, niż twoi przewidują, niż ty sam domyślać się możesz.
Henryk spoważniał.
— Chcesz mnie nastraszyć — rzekł — ale wiedz, że to niełatwo.
— Wiem, że masz męztwo — poczęła maska — ale nie dosyć odwagi, potrzeba ostrożności.
Widzisz tę kobietę, którą ci, jak na szyderstwo, przeznaczają za żonę, gdy ona matkąby ci być mogła. Wiesz, jaką była jej matka i co ona po niej wzięła w spuściźnie?
Bona wojowała trucizną i czarami, a to nieodrodna jej córka.
Całemu światu wiadomo, że ona otruła brata, aby po nim skarby odziedziczyć; wszyscy wiedzą, że czarownicą jest, że czaruje niepochwyconemi sposoby.
Henryk pobladł, zwrócił oczy na maskę, ale nic nie odpowiedział.
— Strzeż się jej, nie zbliżaj! pamiętaj... Usidli cię, opanuje...