Śmiali się oba, Sederyn spojrzał z ukosa.
— A po cóż się zobowiązał? — spytał.
— Co znaczy takie zobowiązanie? — gwałtownie zawołał Villequier.
Jest to wprost, rzecz poczwarna, niemożliwa.
— Jakże się to skończy? — szepnął niespokojny trochę kupiec.
— Na Boga! nie wiem — wyrwał się Villequier — lecz sądzę, że chyba smutnie i tragicznie.
Zawiedziono króla i nas, obiecywano nam wcale inny stan rzeczy. Gratiani, z którym się pan nasz widział po drodze, zapewniał go, iż władzę monarchiczną w pełni uzyska, a znalazło się, że żadnej niema.
— Możnaby ją uzyskać — rzekł oglądając się Sederyn — ale...
Położył palec na ustach.
Villequier chodził po izbie, głowę to podnosząc ku sklepieniowi, to ją spuszczając na piersi.