— Dla miłego grosza — dodał Kaczer. — On tylko o zarobek dba; zdaje mi się, że rodzonego ojcaby przehandlował, gdyby na nim mógł zarobić.
Talwosz słuchał chwilę.
— Dekret więc jutro posłyszymy — rzekł ławnik — ciekawym! Pani Wapowska ma przyjaciół wielu.
Prezentowała zwłoki tak długo, że i obojętni ludzie żal w sobie poczuli, będzie larum nie małe, jeżeli kary przykładnej nie wymierzy.
— Śmiercią powinien karany być — odparł Kaczer — ubił niewinnego człowieka, gdzie? na zamku, a prawo gardłem za dobycie miecza przy królu karze.
— Dobyłże go i pan Tęczyński — odezwał się drugi.
— Ale w obronie życia, zmuszony — mówił Kaczer. — To cale co innego, a mówią, że on gotów też gardło dać, byle Zborowskiemu nie przebaczono.
— My z Tęczyńskiemi — wtrącił Smolik — zdawna nie jesteśmy w zgodzie. Dali się oni nam we znaki, ale Jan winien nie jest.
— Zborowscy wszyscy wichrzyciele i zbóje! to wiadoma — odezwał się ławnik — jakby jednemu łeb ucięto...
— Ha! drudzyby się za niego mścili — wtrącił Smolik.