Chwilę ledwie odpoczynku dozwolono sobie po nużącej Farandoli, a król naglił, ażeby czasu nie tracić.
Tańcowano spokojniej już nieco Sarabandę dla spoczynku, ale głosy ożywione Francuzów domagały się Branles, tańca, o którym powiadano, że bardzo rozmaicie bywał wykonywany, a wymagał wielkiej zręczności i siły.
Domyślano się czegoś szalonego, i królewna szeptała krajczynie, że mogłyby wstać a przejść się po ulicach.
W istocie raziło ją to pospolitowanie się króla, jego trzpiotanie i ruchy, które się niezbyt przyzwoitemi wydawały... Wolała na to nie patrzeć.
Lecz zamiast tego strasznego Branles, zaczęto grać i tańczyć znośnego i dosyć spokojnego Gawota, a król, z pewną przesadzoną powagą, był w nim bardzo zabawny.
Zacna pani Łaska westchnęła i szepnęła.
— Ale ktoby się domyślił że to król!
I on sam i ci co z nim skakali, rzeczywiście zdawali się o tem zapominać.
Po Gawocie, Anna, która z przykrością się przypatrywała tańcom, szepnęła powtórnie towarzyszce, iż chętnieby się przeszła, że zadługo już siedziały.
I w momencie gdy następujący taniec się układał, królewna z towarzyszką i nieodstępnym ochmistrzem Konieckim wstała po cichu, niepostrzeżenie wymykając się poza ściany jedwabne tego salonu, w którym król pozostał.