Płakać mi się chciało po tej z nią w Niepołomicach rozmowie.
— Ale któż winowajca? Kto? — przerwała żywo Anna. — Gdybym wiedziała, udałabym się do króla dla pozyskania sprawiedliwości.
To mówiąc królewna przypomniała sobie wczorajszy wieczór, tego króla, w którego sprawiedliwości pokładała nadzieję — zarumieniła się i zamilkła.
— Nie mogłem się od niej o nikim dowiedzieć — odparł Talwosz — tyle tylko wiem, że w Niepołomicach mieszkała na zameczku, więc ktoś ją tam ze sług króla umieścić musiał.
Anna nie przeciągała tej rozmowy.
Talwosz odszedł.
Zniknięcie prędkie królewnej z ogrodu musiało króla uderzyć, — wiedział czy nie, iż na taniec jego patrzyła? — ale nazajutrz wysłał do niej Tęczyńskiego z pozdrowieniem, a może dla wybadania.
Królewna po rozmyśle znalazła właściwszem tak postąpić, jak gdyby świadkiem wybryków nie była.
Krajczyna już zrana usiłowała niemal uniewinnić tem Henryka, że królewnej nie widział, że może napił się trochę. Młodemu coś trzeba było przebaczyć.
Anna musiała zamknąć w sobie co czuła i milczeć.