— N. Panie — rzekł — oni sami nie wierzą w nie.
— Ale królewna ciągle mi grozi, jak miecz Damoklesa — żywo począł król. — Widzieliście ją wczoraj, poważna to matrona, włożywszy jej czepiec, starszą się pewnie wyda od mojej matki, a nudną jest i smutną i milczącą, a kwaśną tak, że nawet na mniszkę wydaje się za ponurą, cóż dopiero za żonę dla... dla...
Pibrak przerwał.
— A! to małżeństwo łatwobyśmy potrafili tak odkładać, ażby się nareście samo zerwało.
— Oprócz tego — zawołał król z przekąsem — mój Guy, nie znajdujesz, iż jest tysiąc innych trujących mi życie okoliczności, dla których ja tu pozostać nie mogę?
Pomóżcie mi, abym się mógł ztąd wyrwać; jak najcięższa niewola cięży mi to moje królestwo.
Bellièvre stał nieco na uboczu słuchając, trzej doradzcy zbliżyli się do króla wyprzedzając się z zapewnieniami, iż na wszystko co każe są gotowi.
— Najjaśniejszy panie — zawołał Villequier. — Z tego co nam mówił Pibrak wnosić można, iż na pozwolenie czekać byłoby niedorzecznością.
Potrzeba o nie prosić, aby czas zyskać i czujność ich uśpić, ale my musimy gotować się do... nazwijcie to jak chcecie, chociażby ucieczką.
Ja i Souvray bierzemy to na siebie. Chwili niema do stracenia.