— Nie można jej na zamek przenieść? Lękam się aby sama sobie zostawiona, życia nie próbowała znowu odebrać.
— Gdzie ona jest? — powtórzyła Anna.
Królewna powołała krajczynę.
— Róbcie co można, ocalić potrzeba biedactwo! — zawołała wskazując jej Talwosza.
Pani Łaska podzielała uczucia królewnej i z gorącością wielką wzięła się do spełnienia jej rozkazów. Zaprzężono kolebkę, wybrała się zaraz z Litwinem do Dosi, ale przed nocą nie można było przez pełne tłumów ulice przewieźć jej na zamek.
Najmniejsza rzecz drażniła gawiedź, a ranna kobieta, w którejby się ofiary Francuzów domyślano, mogła wywołać nową burzę.
Dopiero więc ciemną nocą, małemi uliczkami mogła krajczyna niepostrzeżona z chorą się dostać do zamku.
Doktór zaręczał, że życie jej ocalić może, jeśli nowym jakim porywem nie zaszkodzi sobie. Ale w komorze przy mieszkaniu królewnej, w której Dorotę położono, Anna kazała straż pilną trzymać u łoża.
Po wyjeździe Tęczyńskiego długo żadnej pewnej wiadomości o królu nie było.