— Dokąd?

— Nie wiem, ku Litwie pewnie — mówił Bieliński.

— A królewna? — badał Niemeczkowski.

— Ją także wyprawią, ale pewno nie tam gdzie król będzie — rzekł rotmistrz. — Ci co przy naszym panu są, nie radzi, aby na ich czynności zblizka patrzano.

Mówiąc to wstał stary Bieliński.

— Do licha mi tu u ciebie w tej izbie pod strychem duszno, albo ty ze mną chodź ztąd, lub ja sam na zamek muszę.

— Weźmiecie mnie z sobą? — spytał wahając się gość?

— Dlaczegożby nie — uśmiechnął się Bieliński. — Najlepszy to będzie sposób przekonania cię jak tu na cesarskich patrzą, gdy ciebie ze stroju i z mowy za jednego z nich wezmą.

Zawahał się posłyszawszy to pan Zygmunt.

— Jeżeli tak — odparł — wolę w gospodzie pozostać.