Dosia przerwała mu.
— Ponieważ Commendoni już wprzódy się znosił z Polakami, z wojewodą Firlejem, z Zebrzydowskiemi nawet... a teraz Litwinów sprowadza, oczewista rzecz, że idzie o ważne sprawy, o spadek po królu, którego już uważają jakby dni jego policzone były.
Talwosz zamyślony stał, wąsa mordując i wargi zakąsywając.
— Kardynał, Włoch przebiegły, jak tu żaden — rzekł — dosyć przypomnieć, że króla zmógł, gdy mu o rozwód chodziło; miarkujcież miłość wasza, jeżeli on do lasku jedzie dla skrytości, postawi pewnie straże i zbliżyć się do nich nie będzie podobna.
Dosia rzuciła ramionami.
— Na to waszmość masz rozum i przebiegłość — odezwała się rzeźko. — Zapewne że tak jak stoisz, nie zbliżysz się, ale...
Talwosz się rozśmiał.
— A! prawda — zawołał — juści się za chłopa albo za babę po grzyby idącą mogę przebrać.
— Dosyćby za żebraka — wtrąciła Zagłobianka żywo.
— Nie wiecie o której godzinie ta schadzka w lasku ma się odbyć? — zapytał Talwosz.